Brink – recenzja

Czym byłby dla mnie świetny FPS? Grą, w której akcja wypełnia dosłownie każdą chwilę rozgrywki. Do tego wypełniona elementami parkuru i efektownymi strzelaninami. Ten opis choć trochę przypomina Brinka. Niestety tylko trochę…

Kiedy czytałem rzadko zamieszczane zapowiedzi napaliłem się na tę grę. Miało tam być zawarte wszystko co zamieściłem powyżej Po nieźle zrobionym trailerze moje nadzieje wzrosły. Pierwsze recenzje były bardzo zróżnicowane. Od 4 do 9 oczek rzadko się zdarza. Jednak po odpaleniu Brinka już wiedziałem co o tym zadecydowało.

W kwestii fabularnej gra spisuje się bardzo słabo. Akcja ma miejsce na Arce, futurystycznym mieście na wodzie. Na samym początku wybieramy jedną z stron, czyli Resistance oraz Security. Po naszej decyzji czas na podstawowe uzbrojenie naszej postaci. Teraz czas na wybór misji. Tych jest po 8 dla każdej frakcji w tym 2 alternatywne zakończenia. Trochę zdziwił mnie natychmiastowy dostęp do wszystkich zadań.

Budowa misji także nie zachwyca. Nie poszukujcie tu epickości znanej np.: z Modern Warfare. Ot bronimy miejsc, kradniemy przedmioty czy wysadzamy w powietrze obiekty. Standard. Zazwyczaj zadania są podzielone na poszczególne podpunkty. Co ciekawe misja może zakończyć się powodzeniem lub przegraną już po jednym z nich. Logiczne rozwiązanie, jednak niektórzy mogą kończyć misje już po 10 minutach zamiast zwyczajowych 30.

Jednym z najlepiej spisujących się aspektów jest wartkość akcji. Mamy wyczekiwany „freerunning”, który został przypisany do jednego przycisku akcji. Gdy biegniemy, a na naszej drodze stanie barierka postać przeskoczy ją jednym susem. Niestety mankamentem jest nie wyczucie naszych intencji i zatrzyma się na jakimś obiekcie. Na szczęście nie zdarza się to tak często, aby było jakimś wielkim utrudnieniu. Ciekawie potraktowano odradzanie się postaci. Zamiast czekanie na nasz „reborn” możemy otrzymać od medyka strzykawkę pobudzającą nas do dalszej walki. To nadaje starciom jeszcze większej intensywności.

Customizacja bohatera miło mnie zaskoczyła. Ze sporej liczby ciuchów i gadżetów można stworzyć naszego niepowtarzalnego wymiatacza. O podobieństwa z innymi graczami będzie trudno. Duży wybór mamy także w kwestii uzbrojenia. Pistolety, karabiny, granatniki, czyli wszystko to co znamy i lubimy. Do tego naszą pukawkę możemy dopełnić nowymi ulepszeniami z celownikiem laserowym na czele. Niektóre potężniejsze egzemplarze możemy zdobyć poprzez wyzwania, które dla mnie były okropnie nudne i dałem sobie z nimi spokój.

Umiejętności są bardzo potrzebne w walce z wrogiem. W Brinku nie wystarczy naparzać do wszystkiego co się rusza. Podstawą jest ruch. Dzięki niemu stajemy się efektywniejsi i gra robi się ciekawsza. Pomaga także umiejętne krycie się za osłonami, wykorzystywanie granatów czy stawianie wieżczek strażniczych w odpowiednich miejscach. Twórcy luźno podeszli do systemu klas. Dzieli się on na Żołnierza, Medyka, Szpiega i Inżyniera. Niektórych misjach solo będziemy musieli użyć specjalistycznej profesji, ponieważ boty nie są zbyt inteligentne i rzadko zdarza im się wykonać zadania w wyznaczonym czasie. Na szczęście na planszach rozstawione są komputery, gdzie zmiana trwa mniej niż 5 sekund.

Teraz czas na trochę krytyki. Jednym z najgorszych elementów w grze są drewniane animacje. Postacie poruszają się nienaturalnie, a gdy używają swoich parkourowych ruchów aż żal patrzeć Budowa niektórych plansz nie została zbytnio dopracowana. Trudno rozwinąć skrzydła i gra sprowadza się się do jednej ciągłej strzelaniny.

Graficznie Brink prezentuje się nieźle. Twórcy postawili na komiksową stylistykę, która może się podobać. Jedynie „facjaty” nie wyszły zbyt naturalnie i w wielu przypadkach wyglądają po prostu śmiesznie.  Muzyka w stylu ari operowych nie przeszkadza i dobrze pasuje do klimatu. Dialogi też dają radę. Od strony technicznej trudno jest się doczepić jakiś poważniejszych usterek.

Brink jest grą specyficzną. Jednych z miejsca przyciągnie na dłużej, natomiast drudzy będą chcieli o nie zapomnieć po 5 minutach. Mnie grało się przyjemnie, choć oczekiwałem odczuć bardziej niezwykłych. Będę obserwował jej rozwój, choć po słabym zainteresowaniu tytułem na kontynuację raczej nie mamy co liczyć.

Ocena – 7+/10

Reklamy

About Quandor

Gracz i fan gier komputerowych. Miłośnik dobrej książki, filmu i muzyki.Uczeń. Leniwy pesymista... Zobacz wszystkie wpisy, których autorem jest Quandor

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: