Władca Pierścieni: Wojna na Północy – recenzja

Przez ostatnie kilkanaście miesięcy fani Władcy Pierścieni mieli nadzieję. Nadzieję na grę, która pokaże cały potencjał jaki tkwił od dawna w tym uniwersum. Produkcję grywalną, ładną graficznie, z wpadającą w ucho ścieżką dźwiękową i rozbudowaną kooperacją. Po prostu dobrą. Materiały zamieszczane przez twórców, czyli studio Snowblind wyglądały obiecująco. Jak wyszło tym razem? Niestety tak jak zwykle…

Ja i drużyna

Bohaterowie gry nie zostali wymyśleni przez Tolkiena. Tym razem zamiast znanych wszystkim Aragorna, Gimliego czy Legolasa pokierujemy całkowicie nową ekipą. Najbardziej wyrazistą postacią jest Farin, krasnolud z Ereboru. Jak pewnie się domyślacie pełni on funkcje opancerzonego czołgu, zabijającego wszystko związane ze sługami Saurona.  Andriel, lore-master, ma za zadanie leczyć i chronić przed obrażeniami za pomocą magicznej tarczy. Ostatnim jest Eradan, Dúnedain czyli Strażnik Północy jest specjalistą od broni dystansowych i cichych zabójstw. Takim trzyosobowym dream teamem musimy oczyścić krainy tytułowej Północy z wszelkiego zła i plugastwa.

Sorry, ale ja tu jestem gwiazdą;)

Niezła sztampa

Akcja gry rozpoczyna się w Bree. Już na początku czeka nas spotkanie ze znajomą twarzą, czyli Aragornem i nie będzie to jedna znana postać z trylogii pisarza, z którą się spotkamy. W trakcie rozmowy dostajemy krótkie informacje jak się sprawy mają i możemy wyruszać w poszukiwaniu tajemniczego przywódcy północnych oddziałów władcy Mordoru. Osoby spodziewające się ciekawego scenariusza zawiodą się. Grze brak w tym aspekcie jakiejkolwiek oryginalności. Przez większość gry wiedziałem co będzie dalej i nie uświadczyłem żadnego zwrotu akcji. Niektóre momenty historii były dziecinne i sam na pewno wymyśliłbym to inaczej. Czasem współczułem twórcy za brak wyobraźni i napisanie scenariusza „na odwal”.

Sieczka przede wszystkim

Gameplay prezentuje się naprawdę nieźle. Jest krwawo i brutalnie. Naprawdę nie wiecie, ile przyjemności jest w efektownym odcięciu łba takiemu orkowi:P. Walka nie jest może przesadnie rozbudowana, ale na pewno nie będziecie się nudzić. Zakres broni imponuje. Miecze, topory, pałki, młoty… To wszystko czeka na nas i nasze mordercze zapędy. Finiszery są soczyste i sprawnie zrealizowane. Pewnym urozmaiceniem jest wezwanie orła Belerama pod warunkiem posiadania piórka znajdowanego w trakcie rozgrywki. W kilku momentach naprawdę uratował nam tyłki:). Ogólnie rzecz biorąc w Wojnę na Północy gra się nawet miło i bez większych zgrzytów.

Pani pozwoli...

Kooperacja rzecz swięta

Gra od początku miała być nastawiona na grę z przyjaciółmi zamiast botów.  Gra razem z kolegą dostarczyła mi dwa razy więcej zabawy niż samotna sesja. Do tego znajdujemy dużo więcej sprzętu, przez co łatwiej dozbroić bohatera. SI botów wyszło naprawdę dobrze i nie frustruje przy dłuższej zabawie. Postaci używają swoich umiejętności skutecznie, dzięki czemu nie jesteśmy zdani tylko na siebie. Gdy stracimy siły towarzysze od razu ruszą nam na pomoc.

Rutyna atakuje ze wszystkich stron

Pod względem przeciwników nie ma żadnych większych niespodzianek. Na swojej drodze spotkamy tony mięsa armatniego w postaci goblinów i orków, trochę silniejszych Uruk hai i irytujące trolle. Na koniec każdego etapu czekają nas walki z bossem. Jednak bardziej rozgarnięty gracz nie będzie miał z nimi problemów. Do tego dochodzą niezbyt ekscytujące lokacje straszące swoją minimalistycznością(uff:). Polecam grać maksymalnie godzinkę dziennie. Inaczej można szybko się znudzić i stracić całą radość jaka płynie z gry.

Mały może więcej?

Rozwijamy się i…

Oczywiście jak na hack’n’slasha przystało zdobywamy coraz to nowy poziomy doświadczenia. Ilość expa wzrasta wraz z bardziej efektownym ubiciem potwora. Ten system naprawdę się sprawdza. Nowe skille dostajemy poprzez trzy drzewka umiejętności. Możemy pakować punkty w jeden lub każdy z wariantów, choć drugi sposób jest raczej bardziej opłacalny. Czyli jak zwykle bez większych rewolucji.

Technicznie parę lat wstecz

Tutaj nie jest już tak różowo. Grafika nie zachwyca. Można powiedzieć, że w kilku etapach była po prostu brzydka. Skyrim wypuszczony tylko parę tygodni po premierze WoC wygląda o wiele lepiej. Muzyka stoi na przyzwoitym poziomie, choć nie usłyszałem ani jednego utworu mogącego zapaść mi w pamięci. Pod względem zapisów i bógów wszelkiej maści nie spotkałem nic sprawiającego większy problem.

Szkoda, że tak ładnie jest tylko na screenach...

Fani lecą do sklepów

Przy Wojnie na Północy bawiłem się nieźle, choć liczyłem na więcej. Gdyby zmienić scenariusz i rozbudować scenariusz gra od razu wskoczyłaby do produkcji wyższej klasy. A tak wyszedł średniak. Polecam wszystkim spragnionym niczym nieskrępowanej rozwałki i fanom twórczości J.R.R Tolkiena. Choć oni już dawno mają grę na swoich półkach:).

Plusy

– radość płynąca z gry w kooperacji

-krwawe, widowiskowe walki

-dobre SI naszych towarzyszy

-gra się naprawdę miło…

Minusy

-…jednak aplikując rozgrywkę w małych dawkach

– żenująca fabuła

– szybko wkradająca się nuda

-średnie udźwiękowienie i grafika

Ocena: 7/10

Reklamy

About Quandor

Gracz i fan gier komputerowych. Miłośnik dobrej książki, filmu i muzyki.Uczeń. Leniwy pesymista... Zobacz wszystkie wpisy, których autorem jest Quandor

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: