Tag Archives: blog

To co w grach lubię najbardziej #0, czyli powoli startujemy

Nie wiem dlaczego, ale chyba żaden pomysł na wpis nie siedział w mojej głowie tak długo. Dopracowywałem wszystkie szczegóły, aż w końcu, po kilku tygodniach mam już ogólny zarys projektu. Czego będzie dokładnie dotyczył?  Nie od dziś wiadomo, że jedną z moich pasji są gry. Chciałbym pokazać Wam dlaczego upodobałem sobie akurat „gaming” i tematy z nim związane.

Początkowo miałem plan stworzyć jedną obszerniejszą notkę, w której zawarłbym większość pozytywnych odczuć i aspektów jakie polubiłem po kilku tysiącach godzin spędzonych z grami. Jednak uznałem to za słaby pomysł. W końcu duże notki zazwyczaj nie cieszą się zbytnią popularnością wśród internetowych czytelników. Dlatego seria podzielona na odcinki będzie doskonałym zamiennikiem i pozwoli mi na spokojnie rozprawić się z jakże głębokim growym tematem:).

Aktualnie nie wiem ile dokładnie części moich dywagacji planuje zamieścić.  Wszystko zależy od pomysłów i weny twórczej, ale mam nadzieję, że tej drugiej w nadchodzących dniach nie zabraknie;). Powoli kończąc moje informacyjne pitolenie chciałbym was serdecznie zaprosić na pierwsze dni stycznia już nowego roku. Wtedy ukaże się pełnoprawny odcinek serii. Do zobaczenia niebawem:).

Reklamy

Najweselszych świąt…

Ech, uwielbiam czas świąt. Choć nie jaram się nim tak bardzo jak w okresie wczesnego dzieciństwa to potrafią mi jeszcze sprawić wiele radości. Nie mówię tutaj o prezentach (choć one też są ważne:P), tylko o wspaniałej atmosferze dzięki której można poczuć się wyjątkowo i trochę inaczej niż w normalne dni.  Do idealnych świąt brakuje tylko puszystego śniegu. Cóż, może jakimś cudownym trafem spadnie nam z nieba jako wspaniała niespodzianka dopełniająca Boże Narodzenie…

Życzę wam i sobie, żeby nadchodzący rok obfitował w masę growych, filmowych i książkowych. W końcu muszę mieć o czym   pisać, prawda? Oby moja wytrwałość wpisaniu kolejnych wpisów trwała do następnej świątecznej notki.

Dla wszystkich czytelników mojego bloga (są tacy?;) i dla okazjonalnych gości dużo zdrowia, spełnienia najskrytszych marzeń,  osiągnięcia najbardziej wymagających celów i  radości z każdego następnego dnia życzy Quandor. Wesołych Świąt!!!

Nie mogłem sobie odmówić:D



„Piter” – wrażenia z petersburskiego metra

Stukot kół drezyny. Terkot silnika. Za moment zza mgły wyłoniło się szare miasto. Piter. Ziemia zimniej wody. I zimnej ziemi. I tej zimnej ziemi. I tej zimnej ziemi.

Kiedyś zastanawiałem się dlaczego tak bardzo polubiłem cykl Metro 2033. Być może spodobało mi się uniwersum zbudowane wokół nuklearnej katastrofy, albo po prostu jest to dobry kawałek fantastyki.  Zostawiając sprawę moich upodobań chciałem po krótce opisać wam wrażenia po przeczytaniu najnowszej książki z międzynarodowego projektu stworzonego przez autora oryginału, czyli Dmitry’a Glukhowsky’ego.

Akcja Pitera dzieje się naturalnie w Petersburgu. Tam po katastrofie nuklearnej przetrwali ludzie będący w odpowiednim miejscu i odpowiednim czasie, czyli w metrze. Tam próbują na nowo ułożyć sobie życie, a co najważniejsze przetrwać. Po latach od skażenia Ziemi na Wasilieostrowskiej, jednej ze stacji ginie agregat prądotwórczy. Jest to poważne zagrożenie, bo bez niej życie mieszkańców jest zagrożone. W tym samym czasie Iwan Mierkułow, miejscowy digger (odpowiednik stalkera) szykuje się do ślubu. To oczekiwanie zostaje brutalnie przerwane i mężczyzna musi wyruszyć na wojne przeciwko Chodnikom.Choć na początku większość spraw jest jasnych, to sprawa przeradza się w coś o wiele poważniejszego…

Początek książki nie jest zbyt porywający. Prawdziwa akcja pojawia się trochę później. Na szczęście i dalej w las, tym lepiej dla czytającego. Porównując Pitera od oryginalnego cyklu młodzik wychodzi obronną ręką. Autor świetnie ukazuje psychikę bohaterów, to co przeżywają wewnętrznie. Ten typ tworzenia jest pewną nowością w serii i naprawdę może się spodobać.

Choć metro petersburskie nie umywa się wielkością do moskiewskiego to wcale nie przeszkadza to w zawarci ciekawych, oryginalnych miejsc. Brakuje trochę zjawisk paranormalnych będących główną wizytówką Metra 2033. Jednak pojawiający się nowy bestiariusz podziemny, jak i nadziemny prezentuje się świetnie. Autorowi na pewno nie zabraknie elementów, które mógłby dokładniej rozwinąć w możliwej kontynuacji. Osobiście jestem jak najbardziej za;).

Z minusów można wymienić czasem dłużące się dialogi i mało nieprzewidywalne zakończenie. Niektórych może denerwować także nieco specyficzny styl  Szymuna Wroczka, twórcy książki. Są to jednak niewielkie wady w stosunku do ogromnych plusów dzieła. Cieszę się, że pisarz spróbował pokazać nam metro od nieco innej strony.

„Piter” to świetna powieść s-f. Fani na pewno się nie zawiodą, a nowym czytelnikom też może się spodobać. Sam przeczytałem książkę jednym tchem i miałem ochotę na więcej. Polecam ją jako prezent dla każdego miłośnika gatunku i nie tylko. Oby projekt twórcy uniwersum bardziej się rozwinął, bo nie mogę się doczekać kolejnych przygód w tajemniczym metrze.


The Elder Scrolls V: Skyrim – recenzja

Zacznijmy od pytania. Czy kiedykolwiek zdarzyło Ci się przesiedzieć przy kompie 7 h bez przerwy. Mnie osobiście nie. Do czasu pojawienia się tej oto gry. Skyrim. Jeszcze nigdy nie spotkałem się z tak wciągającą rozgrywką ( a uwierzcie, nie jedną godzinę przegrałem w swoim życiu:). Jednak w trakcie zapowiedzi i spekulacji nie byłem do TES V optymistycznie nastawiony. Zresztą niewielu wyobrażało sobie tak wielki sukces na całym świecie. Dlaczego gra jak wychwalana i przedstawiana w samych superlatywach? Zacznijmy od początku…

Smoczo urodzony…?

Pierwszym widokiem jaki przyjdzie nam ogląda jest bryczka pełna więźniów, w tym nas samych. Po dotarciu do wioski i stworzenia naszej postaci w zgrabnie zrobionym kreatorze, z opresji, czyli ścięcia głowy ratuje nas smok. Jednak niespodziewany wybawca pojawia się nie w celach pokojowych, a z chęcią rozróby z ognistym podmuchem w roli głównej. Kiedy ponowie udaje nam się ocalić nasz tyłek okazuję się, że nie jesteśmy całkiem zwyczajni.Zostaliśmy poczęci z częścią duszy i krwi smoka, co zgrabnie nazwano Dragonborn. Dzięki tym zdolnościom otrzymujemy zadanie uratowania Skyrim przed smoczą zagładą.

Rzeka ognia, hę?

Eksplorujemy

Po tym wyniosłym wstępie czas na parę słów o samej krainie. Ilość ruin, jaskiń i innych miejsc jest naprawdę dużo. Eksploracji starcza na kilkadziesiąt godzin rozgrywki. Wiele z nich kryje zadania, z których dużo jest wartych rozwiązania. Na szczęście podróżowanie nie jest uciążliwe dzięki jeździe konnej i szybkim podróżom. Niewiele jest gier oferujących tak wielkie pole do popisów dla fanów sandboxów. Panowie z Bethesdy postawili poprzeczkę bardzo wysoko.

Walka, czyli klikanie?

Walki są wykonane w starym, dobrym stylu TESa. Akcję obserwujemy z głównie z oczu bohatera, a ciosy wykonujemy za pomocą myszki ( choć jest też opcja zza pleców, z której osobiście nie korzystałem). Standardowo do wyboru mamy talenty związane z walką wręcz, magią, łucznictwem itp. Choć na początku poziom starć jest przyzwoity, to w lepszym sprzęcie walka przeradza się do stosowania jednej kombinacji. Grałem wojownikiem, więc nie wiem jak ma się to z innymi klasami. W każdym razie bardziej epickie itemki zgromadzimy dopiero po kilkudziesięciu godzinach, więc nie nie jest to duża wada. Ogólnie rozgrywka jest na plus.

Soczyste finiszery zapadają w pamięć

Zadania zadaniom nierówne

Questy w Skyrim w głównej mierze polegają na oczyszczaniu kolejnych lokacji z przeciwników i zdobywaniu wyznaczonych przedmiotów. Choć czasem zdarzają się zagadki, niestety zazwyczaj zbyt proste. Główna linia fabularna składa się z bardziej odkrywczych zadań, jednak wątek trwa około 10 godzin. Jest to mała wada, bo gdy wciągniecie się na dłużej nie będziecie zwracać na to większej uwagi.

Czuć epickość

Klimatycznie gra wybija się ponad przeciętną. Świat zbudowany przez twórców jest dopracowany i niezwykle rozbudowany. Do tego świetna ścieżka dźwiękowa posiadająca parę zapadających w pamięć numerów. Grając samemu czułem, że uczestniczę w czymś niezwykłym. To główna zaleta dobrych gier RPG,  w tym Skyrima.

Główny badass...

Nie ma woja, ani maga

W grze, tak jak w poprzedniczkach nie mam podziału na sztywne klasy znane z RPGów. Możemy rozwijać wszystko co nam się tylko podoba. Dlatego nic nie stoi na przeszkodzie stworzenia hybrydy magicznego wojownika wspierającego się łukiem. Duży plus należy się za crafting. Receptury są proste, same procedury w miarę wygodne, a za składnikami nie musimy uganiać się godzinami. Jednak bezmyślne rozdawanie punktów po drzewkach na nic się nie zda, więc lepiej przemyśleć na co dokładnie je wydać.

Smoki nie takie straszne, jak je malują

Na początku smoki są dla nas sporym wyzwaniem. W miarę upływu czasu poziom trudności walk spada do tego stopnia, że pod koniec smoczki stają się chłopcami do bicia. Z zabitych gadów zyskujemy smocze dusze. Możemy je wydawać na okrzyki zyskiwane stopniowo w trakcie gry. Jest ich całkiem sporo i urozmaicają rozgrywkę. Do tego odgłos podczas używania „Nieugiętej siły” – bezcenny;).

Skyrim graficznie nie ma sobie równych

Oprawa zaskakuje

Graficznie Skyrim jest fenomenalny. Tak pięknego świata gracze chyba nie widzieli. Zniknęły też pucołowate mordy znane z Obliviona, a także drętw dialogi i żenująca mimika Npców. Pojawiła się też nowość, czyli finiszery z niezłymi animacjami. Ucinanie głów, czy uderzenia kończące żywot smoka są świetnie zrobione. Naprawdę warto zagrać, choćby dla tych pięknych krajobrazów.

Ale i tak trzeba zagrać…

W Skyrim grało mi się świetnie. Tak absorbująca i długa rozgrywka w dzisiejszych czasach nieczęste zjawisko. Widać, że twórcy przyłożyli się do pracy i mają dzięki temu efekty. Moim skromnym zdaniem gra roku. Większość szanujących się graczy pewnie już gra, a jeżeli nie to niech nie zwleka i leci do sklepów. Na pewno się nie zawiedzie.

Nieładnie tak dręczyć smoka

Plusy

– grywalność!

– klimat wylewający się z monitora

-świat wykreowany w grze

-rozgrywka na długie godziny i wiele innych…

Minusy

– pod koniec trochę za łatwo

– parę błędów natury technicznej

Ocena: 9+/10

Tutaj miał się pojawić gameplay mojej produkcji. Czemu go tu nie ma? Raczej nie chcielibyście oglądać filmiku przerywanego co minutę 5 sekundowym lagiem. Tak niestety pracuje u mnie Skyrim co ogólnie mi nie przeszkadzało, jednak widzom tak. Nie smućcie się. Już nie długo obejrzycie coś niespodziewanego…:).


Powitanie…

Witam. Po ponad rocznej przygodzie z GramSajtami na gram.pl czas na zmiany. Przerzucam się na coś nowego. Moje wcześniejsze poczynania mnie nie zadowalały, dlatego teraz postaram się zamieszczać poważniejsze i bardziej przemyślane wpisy. Częstotliwość ich publikowania będzie różna, ale postaram się wrzucić coś przynajmniej raz na miesiąc. Zadacie pytanie: „O czym ty możesz pisać, człowieku?”. Cóż, można powiedzieć, że będę próbował go urozmaicić. Czy mi się to uda przekonacie się sami już wkrótce… Na razie zapraszam i do zobaczenia:).